czwartek, 10 stycznia 2013

Tam i z powrotem... do Krainy Wyobraźni


"W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit. Nie była to szkaradna, brudna, wilgotna nora, rojąca się od robaków i cuchnąca błotem, ani tez sucha, naga, piaszczysta nora bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; była to nora hobbita, a to znaczy: nora z wygodami..."

Tak zaczyna się niezwykła, nieoczekiwana przygoda. Tak zaczyna się podróż, w którą wyruszyłam także i ja, zaskakując tym faktem samą siebie. Było to dla mnie dziwne, niespotykane i zarazem cudowne doświadczenie. Dziwne, dlatego że… nie lubię fantastyki. Z reguły nie zachwycam się dziwacznymi kreaturami, światem pełnym zaklęć i absurdalnych wydarzeń. Nie lubię tak popularnych wśród ówczesnej młodzieży (i nie tylko) książek o wampirach, wilkołakach, cyborgach i Bóg wie, czym jeszcze.  Nie bawi mnie to w najmniejszym stopniu. Od zawsze powtarzałam, że z gatunku fantasy poważam jedynie Lewisa  i jego „Opowieści z Narnii”. Jednak jeden film, jedno zdanie, jedna postać, jeden uśmiech zakwitający na mej twarzy mogą zmienić wszystko. I zmieniły.

Nie, nie powiem, że pokochałam fantasy, bo byłoby to bezczelnym kłamstwem. Niemniej jednak pokochałam Tolkiena, który od jakiegoś czasu mnie interesował (w końcu przyjaciel Lewisa!), ale także przerażał (bo on przecież pisał fantasy!). Pokochałam Śródziemie razem z mieszkańcami. Przepadłam z kretesem. Tolkienowski świat zauroczył mnie tak, że porzuciłam cudowną „Annę Kareninę” (Już polecam, rewelacyjna książka.) i popędziłam po „Władcę Pierścieni”… Stop! Zapędzam się. Dzisiaj nie chcę pisać o „Władcy…”, ale o „Hobbicie”. „Hobbicie”! Od którego przecież wszystko się zaczęło…

Hobbici to dość zabawna rasa, która od razu zdobyła moją sympatię. Żyją sobie w norkach w pięknej krainie Shire, lubią kolor żółty i zielony, kochają jedzenie i wszelkie wygody. Sybaryci z krwi i kości, ot co (może dlatego ich lubię – podobieństwa łączą). Niscy i kędzierzawi, obdarzeni wielkimi, owłosionymi stopami i niemałym brzuchem, potrafią poruszać się szybko i bezszelestnie. Taki też jest Bilbo Baggins, którego poznajemy jako niemłodego, ale jeszcze nie starego hobbita. Wiedzie on życie beztroskie i spokojne, wypełnione przyjemnym lenistwem, smakołykami, pięknymi, zabytkowymi przedmiotami… Do czasu. Wizyta czarodzieja Gandalfa (uwielbiam go!) wszystko zmienia.

„- Dzień dobry - powiedział Bilbo i powiedział to z całym przekonaniem, bo słońce świeciło, a trawa zieleniła się pięknie. Gandalf jednak spojrzał na niego spod bujnych, krzaczastych brwi, które sterczały aż poza szerokie rondo kapelusza.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytał. - Czy życzysz mi dobrego dnia, czy oznajmiasz, że dzień jest dobry, niezależnie od tego, co ja o nim myślę; czy sam dobrze się tego ranka czujesz, czy może uważasz, że dzisiaj należy być dobrym?
- Wszystko naraz - rzekł Bilbo. - A na dodatek, że w taki piękny dzień dobrze jest wypalić fajkę na świeżym powietrzu.”

Kochający swój dom w Bag End, tchórzliwy Bilbo wyrusza na niebezpieczną, pełną przygód wyprawę. Towarzyszy mu 13 krasnoludów oraz Gandalf. Ich celem jest pokonanie okrutnego smoka Smauga rezydującego we wnętrzu Samotnej Góry – pełnej złota ojczyzny krasnoludów.

Nie spodziewałam się, że historia Bilba Bagginsa i reszty kompanii tak mnie wciągnie. Przed lekturą słyszałam głosy, że Autor nudzi, rozwleka, męczy opisami… Nic bardziej mylnego! Tolkien miał niewątpliwy talent i umiał się tym darem dzielić. Do teraz jestem zachwycona obrazowymi, plastycznymi opisami, dowcipnymi dialogami, przytoczonymi piosenkami… Chłonęłam tę książkę, zachwycałam się na wszelkie możliwe sposoby, śmiałam się jak dzieciak, z napięciem wyczekiwałam kolejnych wydarzeń. „Hobbit” był prawdziwą ucztą dla mojej wyobraźni. Co więcej okazało się, że potrzebowałam takiej książki. Łaknęłam dobrej literatury pełnej cudowności i niespotykanych stworzeń.

Tolkien był niesamowitym pisarzem. Stworzył Śródziemie od tzw. „podszewki”, nie pomijając żadnego, nawet najdrobniejszego szczegółu. Nawet najmniej ważną postać dopracował w każdym calu. O nikim nie zapomniał. Mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że Tolkien był perfekcjonistą. Jestem pod ogromnym wrażeniem i już wiem, że mogę tego Autora wpisać na swoją listę ulubionych. 

„Hobbit, czyli tam i z powrotem” to baśniowa powieść dla dzieci, prequel do napisanego z rozmachem „Władcy Pierścieni”. Jednak sięgają po niego ludzie w każdym wieku. Mimo, że język jest dość prosty (lecz piękny!), a sama fabuła nieco dziecinna, zachwycają się nim całe pokolenia. Autor „pod przykrywką” sugestywnych opisów i fantastycznych wydarzeń umieścił wiele mądrości, trafnych spostrzeżeń, delikatnych pouczeń. To sprawia, że „Hobbit” jest lekturą nie tylko rozwijającą wyobraźnię, lecz także dydaktyczną. Uświadamia nam, że nie liczy się postura, czy wygląd. Że często mamy mylne wyobrażenia o sobie, nie dostrzegamy własnych zdolności. Czasami trzeba wyjść ze swoich sfer bezpieczeństwa i dać porwać się przygodzie… Jak Bilbo…

Gdyby mój tata umiał opowiadać takie historie na dobranoc…

 J. R. R. Tolkien, "Hobbit, czyli tam i z powrotem", Iskry, tłum. Maria Skibniewska


23 komentarze:

  1. Mam ochotę na tę książkę! I ekranizacja także bardzo kusi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hobbita mam w planach.
    Ale ja przyszłam w innej sprawie...
    Zgadnij kogo wspaniała książka zostanie wydana po polsku? ;D
    Chcesz popcornu trochę, kiedy reszta będzie się zachwycać? ;p
    I płakać ;)

    Bo to x Tobą o tym rozmawiałam prawda?
    Don t forget to be awesome!

    Tylko żeby tłumaczenia nie zrobili brzydkiego!
    Bo wtedy to wszystko straci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mi głupio, ale niestety to nie ze mną wtedy rozmawiałaś. Musiała być jakaś inna Kinga (no cóż, nie jestem jedyna na świecie). Ale postaram się przeczytać tę wspaniałą książkę. :)

      Usuń
  3. czytalam i tez bardzo mi sie podobala, o tak. ale ja za to jestem fanka fantastyki, ktora niekoniecznie jest o wampirach czy cyborgach, od ktorych mnie odrzuca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie nie lubię fantastyki. Ani takiej "Zwykłej", ani "młodzieżowej". Jednak Tolkiena już uwielbiam.

      Usuń
  4. Koniecznie, koniecznie muszę przeczytać! Po tak wspaniałej recenzji nic innego mi nie pozostaje:)
    "Hobbit" od dłuższego czasu leży na mojej półce, więc postaram się wkrótce po niego sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już kiedyś "Hobbita" a od jakiegoś czasu mam ochotę przypomnieć sobie tę książkę oraz całego "Władcę pierścieni" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Władcę Pierścieni" właśnie czytam i się zachwycam. Czemu ja dopiero teraz poznaję Tolkiena?!

      Usuń
  6. Książkę czytałam wieki temu... chyba jeszcze na początku gimnazjum - była moim zaczątkiem przyjaźni z Tolkienem;) Widzę, że dla ciebie też stanowi kawałek dobrej literatury;)

    OdpowiedzUsuń
  7. jeszcze nie czytałam, ale recenzja mnie zachęciła, poza tym to książka, którą moim zdaniem trzeba znać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, trzeba znać. Tolkien to w końcu klasyka.

      Usuń
  8. Doskonale Cię rozumiem. Ja za fantastyką jako taką nie przepadam, ale Tolkiena kocham całym sercem, a zaczęło się właśnie od "Hobbita", którego mój tata czytał mi na dobranoc jak miałam 3 labo 4 lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice niestety nie znali wcześniej takich książek :P Tolkiena chyba nie da się nie lubić. Jestem całkiem zafascynowana jego postacią...

      Usuń
  9. To najlepsze tłumaczenie "Hobbita" w Polsce :) Sprawdzałam inne i mogę to poświadczyć własną głową ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sprawdzałam fragmenty innych tłumaczeń i całkowicie się z Tobą zgadzam. "Władcę Pierścieni" też czytam w tłumaczeniu pani Skibniewskiej. :)

      Usuń
  10. Przyznam się że jeszcze nie czytałam Hobbita, ale muszę nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż wstyd, że jeszcze nie przeczytałam ani jednej książki JRR Tolkiena... Muszę to jak najszybciej nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Otagowałam Cię. Szczegóły tutaj: http://czytamwiecpisze.blogspot.com/2013/01/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam wielką chęć na tę książkę! Ciekawa recenzja:)

    Zapraszam na konkurs!
    Do wygrania hit ostatnich tygodni: książka "Ostatnia spowiedź" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. W sumie nie czytam dużo fantastyki..ale baśnie to co innego, a do tej kategorii na własny użytek wrzuciłam "Kroniki Narnii" ;) Pięknie to opisałaś :) Aż się cieszę, że mam książkę pod ręką, że właśnie skończyłam i takie czytanie wrażeń na świeżo to dopiero przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Archiwum bloga