Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt Rozmawiajmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Projekt Rozmawiajmy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2013

Ulubione bohaterki literackie


Ulubione bohaterki literackie to temat - rzeka. Mogę o nich mówić w nieskończoność, bo przecież jest ich tak wiele! Wszystkie niezwykle urocze, wszystkie charakterne, wszystkie nader sympatyczne. Niektóre piękne, niektóre obdarzone całkiem pospolitą urodą, jednak każda ma coś w sobie. Coś, co ją wyróżnia spośród tak wielu postaci kobiecych.





 Scarlett O'Hara
Margarett Mitchell - "Przeminęło z wiatrem"
Co to dopiero za bohaterka! Scarlett przyćmiewa wszystkie inne panie, nie tylko urodą, ale i charakterem (a raczej charakterkiem). Irytująca, egoistyczna, pyskata i wredna Scarlett budzi sympatię. Bo choć jej wady są mocno wyeksponowane, jest postacią godną podziwu. To nie jest trzpiotowata panienka, ale silna kobieta, potrafiąca przezwyciężyć wszystkie trudności, uparcie dążąca do celu i, wbrew pozorom, ofiarna.


Éowina
J. R. R. Tolkien - "Władca Pierścieni"

Początkowo nie bardzo lubiłam księżniczkę Rohanu. Wydawała mi się zbyt dumna i wyniosła, a w dodatku mdła. Do czasu. Éowina wyruszyła na wojnę, a ja zaczęłam drżeć o jej życie. Księżniczka pokazała, że jest waleczna i odważna, znakomicie włada bronią i potrafi stanąć w obronie swoich bliskich. Lecz nie jest typową wojowniczką. Pod twardym pancerzem bohaterstwa kryje się delikatna, wrażliwa dziewczyna. 


Basia Wołodyjowska de domo Jeziorkowska
 Henryk Sienkiewicz - "Pan Wołodyjowski"
Polacy nie są gorsi i też mają w swojej literaturze charakterną pannnicę. Uwielbiam Baśkę! To dla niej (no, i troszkę dla Michała) kilkanaście razy czytałam Sienkiewicza, to taka jak ona chciałam być kilka lat temu. Jej filmowe kwestie znałam na pamięć i za każdym razem zachwycałam się jej gracją, urodą, walecznością i hartem ducha. Do dziś nie mogę wybaczyć Sienkiewiczowi, że zabrał jej kochanego męża i nie dał nawet dziecka...

Jane Eyre
 Charlotte Bronte - "Jane Eyre"

Niezbyt ładna, niezbyt atrakcyjna, ale fascynująca.  Cicha, spokojna i uparta Jane może być wzorem dla wielu kobiet. A jako bohaterka jednej z najpiękniejszych historii miłosnych, daje nadzieję.


Łucja Pevensie
 C. S. Lewis - "Opowieści z Narnii"

Łucja to wzór wiary - ufnej, dziecięcej, całkowitej. Radosna i dobra, ciekawa świata i wiecznie nim zachwycona. To ją lubię najbardziej z całego rodzeństwa Pevensie. A i Aslan miał do niej szczególną słabość :)


Laura Pyziak (Tygrysek)
 Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz

Jeżycjada to kopalnia cudownych bohaterek literackich. Ale z nich wyróżnia się Laura - śliczna, zgrabna, obdarzona ciętym językiem i... masą problemów.  Wychowywany tylko przez Gabrysię, Tygrysek nie potrafi okazywać uczuć i niestety często rani najbliższych. A tak ich kocha! Mimo to, za każdym razem gdy sięgam po Jeżycjadę, Laura rozśmiesza mnie do łez.


Ania Shirley
 Lucy Maud Montgomery

Jest ktoś, kto nie lubi Ani? Dorastałam z tą rudowłosą dziewczynką i uwielbiam ją całym sercem. Lubię jej żywiołowość, jej upór, skłonności do bujania w obłokach... Lubię w niej dosłownie wszystko! Ania to wymarzona przyjaciółka, ot co.


Tych ulubionych bohaterek jest więcej. Choćby Melania Wilkes, Joanna Stirling, Adrianna Zajezierska, Anusia Borzobohata-Krasieńska, Arwena, Galadriela, Liesel Meminger... No właśnie. Moja lista musiałaby się ciągnąć kilometrami :)

Cały ten spis powstał w ramach niedawno odrodzonego (co mnie bardzo cieszy!) projektu Rozmawiajmy.

poniedziałek, 19 listopada 2012

"Przeminęło z wiatrem"




Chyba mogę stwierdzić, że w moim niezbyt długim dotychczasowym życiu przeczytałam całkiem sporo książek. Czytałam książki bardzo słabe, słabe, dobre, bardzo dobre i świetne. Czytałam też książki, które mnie poraziły, wręcz zwaliły z nóg, opętały. Które nie pozwalały myśleć mi o czymś innym, wchłonęły, zachwyciły. Książki, które wygrywały ze snem, zmęczeniem, milionem kartkówek i sprawdzianów, a nawet z nauczycielami (jakkolwiek ciekawie by oni opowiadali). Książki idealne, które niezwykle trafnie wpasowały się w mój gust, które skonstruowane są tak, że można tylko podziwiać.

Nie. Stop. Nie książki. Jedna książka.

Może nie powinnam tak wyróżniać jednego tytułu, wśród miliona innych, z pewnością równie dobrych. Ale jednak moje serce krzyczy: „Tak! To ona!”. Serca uciszyć nie można.
Mimo to nie powinnam, bo przecież jest cudowny Lewis, jest klasyka dziecięca, są siostry Bronte i wiele innych książek, które kocham, wielbię i podziwiam. Jednak tylko ta jedna potrafiła sprawić, bym codziennie rzucała wszystko, bym odpychała w kąt naukę, przyjaciół, nauczycieli i wszystko inne. Nawet jeśli w danym momencie Jej nie czytałam, moje myśli były przy Niej. Permanentnie.

Chyba już nigdy Jej nie zapomnę. Będę wracać, przeżywać wszystko jeszcze raz i…zachwycać się. Jak za pierwszym spotkaniem.
No cóż, miłość.

Gdy połączy się piękny, niezwykle plastyczny i żywy język z interesującą fabułą, genialnie wykreowanymi bohaterami i wojną w tle, powstanie książka – perełka, książka – cudeńko, książka, od której nie będę potrafiła oderwać, która z pewnością stanie się w moim życiu czymś ważnym i wyjątkowym. Połączyć  wszystkie cechy dobrej powieści to nie lada sztuka. Margaret Mitchell podołała temu wyzwaniu. Stworzyła przepiękną opowieść o miłości, dojrzewaniu, wojnie secesyjnej. Z wielką wprawą odmalowała obraz amerykańskiego społeczeństwa końca XIX wieku. Krótko mówiąc, napisała książkę ociekającą doskonałością.

Plantacje bawełny, czerwona ziemia Tary, beztroskie dziewczęta, przystojni dżentelmeni. Maniery, zasady, reguły, konwenanse. A wśród nich – Ona. Piękna, pozbawiona skrupułów, wiecznie otoczona wielbicielami Scarlett O’Hara.
Scarlett to bohaterka bardzo frapująca czytelnika. Jest postacią bardzo złożoną, wielowarstwową, a przy tym niezwykle realną. Odnajdziemy w niej ludzkie zachowania. Może swoje własne?
O’Hara irytuje, fakt. Wiele czytelników wręcz jej nienawidzi. Jednak trzeba przyznać, że jest ona obdarzona szerokim wachlarzem nie tylko wad, ale i zalet. Czasami dopadała mnie myśl, że chciałabym mieć niektóre z jej cech.

Jeśli jest Ona, to i musi być On, prawda? A On jest… obłędny. Tak, znalazłam swojego kolejnego męskiego ideała książkowego.  Ech, mogłabym nawet zrezygnować z mojej miłości do Michała Wołodyjowskiego. Byleby tylko taki Rett istniał i mnie chciał! Dziewczyny, jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy sięgać po tę książkę, mówię Wam: zróbcie to! Rett jest tego warty. Zdecydowanie.
Nie widzę sensu w opisywaniu fabuły tej książki. Jest ona tak popularna, że znają ją chyba wszyscy, przynajmniej ze słyszenia.

Ta powieść jest bezsprzecznie cudowna, pod każdym możliwym względem. Nie znajduje w niej żadnych wad. Ona zdecydowanie da się lubić. Przeczytajcie, nie tylko, dlatego że klasykę warto znać, ale dlatego, że ta opowieść, ta historia, ten język, ci bohaterowie to magia, cudeńko, coś niesamowitego. Miłośnicy głębszego przekazu też się nie zawiodą. Obiecuję. Jeżeli usłyszycie od kogoś, że „Przeminęło z wiatrem” to ckliwe, babskie (lub jakiekolwiek inne) romansidło, to uśmiechnijcie się tylko pod nosem i przeczytajcie. Warto.

sobota, 20 października 2012

"Zaskoczony Radością"




Autor: C. S. Lewis
Wydawnictwo: Esprit
Rok wydania: 2010 (1955)






Życie. Beztroskie dzieciństwo, dorastanie, małe i większe smutki. Problemy, zachwyty i nadzieje. Ukłucia Radości. A wszystko to zamknięte w jednej książce. Książce bezsprzecznie niezwykłej.

C. S. Lewis to pisarz nieprzeciętny. Urodzony w 1898 r. do dziś żyje w sercach wielu czytelników.
Napisał wiele. Jest ceniony i poważany. Ale Lewis to nie tylko świetny pisarz. To człowiek z krwi i kości. Człowiek, który w jednym momencie stał się dla mnie tak bardzo bliski…

Ten niezwykły, brytyjski pisarz zaserwował swoim czytelnikom podróż w głąb samego siebie. Poznajemy Jacka jako małego chłopca, skrupulatnie zapisującego kroniki pewnej wymyślonej krainy. 
Chłopca wrażliwego, zafascynowanego literaturą, mitologią i poezją, ale skrywającego swoje prawdziwe oblicze za maską zarozumialstwa. Uczestniczymy wraz z bohaterem w pogrzebie matki, bawimy się wraz z bratem Warrenem. Obserwujemy słabe relacje z ojcem. Wszystkie wydarzenia w życiu Jacka mają wpływ na jego dalsze życie. Szkoły, do których chodził, nauczyciele, znajomości. I… Radość.

I tu dochodzimy do sedna. Czym w ogóle jest Radość?

Ukłucie. Tęsknota. Droga. Bóg. Wiara.

Bóg.

Gdzie jest granica pomiędzy wiarą a zwątpieniem? Jack pokazuje, że granica jest cienka, choć czasem przejście z jednej strony na drugą można porównać z przekroczeniem Rubikonu.

„Zaskoczony Radością” nie jest zwykłą, pełną autobiografią. Autor nie opisuje swojego życia, zwracając uwagę na szczegóły. Pewne sprawy pomija, o niektórych wspomina jednym zdaniem.
To duchowa podróż. Poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze w życiu pytania.

Autor oferuje nam opowieść o swoim nawróceniu, wadzeniu się z Bogiem, dręczących pytaniach, o wierze, pięknie, duchowych niebezpieczeństwach.  Nudne? Bynajmniej. To wszystko jest upakowane niczym prezent, z wykwintnym kunsztem, lekkością, starannością.
Nie bez powodu Lewisa nazywa się Mistrzem Słowa.

I to właśnie lubię w książkach C. S. Lewisa. Zatrzymanie się, refleksję, sporą dawkę filozofii i piękny, wręcz niespotykany styl. Lecz „Zaskoczony Radością” ma w sobie też Coś, czego nie umiem wytłumaczyć.
Coś, co przyciąga, zachwyca, odmienia życie. 
Przy tym dziele Lewisa, wszystkie moje słowa wydają się puste i bez znaczenia. Chciałabym przekazać Wam mój zachwyt, moje oczarowanie tą książką. Jednak nie potrafię zrobić tego w taki sposób, na jaki ta opowieść by zasługiwała.

Co z bohaterami? Nie mnie ich oceniać. Sam Autor się o to nie pokusił, więc czy ja mam do tego prawo? Wielu z nich na pewno miało znaczący, często zły wpływ na młodego Jacka.
Ale jakież to ma znaczenie wobec potęgi Boga?
Lewis nie sądzi, w każdym szuka czegoś dobrego. Stara się też, by czytelnicy również patrzyli przychylnym okiem na jego bliskich, przyjaciół, znajomych.
Udało się Panu, Panie Lewis.
Do dziś na myśl o ojcu autora czy profesorze Kirku zalewa mnie fala czułości.

„Bóg, jak się zdaje, jest zupełnie pozbawiony skrupułów.”

Czasami aż niezrozumiałe jest, jak mocno Ten Na Górze starał się zachęcić do siebie Autora. 
Dziwi droga Lewisa do poznania Prawdy. Droga wiodąca przez zwątpienie, fundamentalny ateizm, a nawet okultyzm. Po lekturze w głowie dźwięczy mi pewna, chyba oczywista myśl: „Szefie, jesteś wielki.”

C. S. Lewis uwiódł mnie swoją opowieścią, myślę, że na stałe wpisując się na szczyt mojego osobistego rankingu ulubionych pisarzy. Jestem pełna podziwu i szacunku dla Autora.
Teraz zostaje mi tylko nadzieja, że kiedyś spotkamy się na Lepszym Świecie, porozmawiamy, wypijemy niebiańską herbatkę…



Książkę przeczytałam w ramach projektu "Rozmawiajmy", wyzwania "Tydzień bez nowości" i mojej ogromnej chęci bliższego poznania pana Lewisa. :)

Obserwatorzy

Archiwum bloga