
Takie miało być życie niejakiego Losiana, silnego mężczyzny, zagubionego, nieznającego nawet swojego imienia. Mnisi z klasztoru św. Pankracego umieścili go na wyspie, w miejscu całkowicie odciętym od świata, w miejscu, gdzie nie dochodzi wrzawa wojny domowej miedzy cesarzową Matyldą a królem Stefanem, wraz z całą plejadą różnorodnych charakterów, dziwacznych postaci, można by rzec: wariatów.
Tak, w 1147 roku ta mała angielska wyspa była schronieniem niezwykłej grupy. W iście spartańskich warunkach, wspólnie, jak równy z równym mieszkali wiecznie zadowoleni bracia syjamscy, młody, chorujący na padaczkę, normański arystokrata Simon de Clare, znany z legend św. Edmund, chory na zespół Downa, uroczy Oswald, chłop z wężem w brzuchu, a nawet seryjny morderca (tak, w średniowieczu też można było spotkać takie typy). Cała ta zgraja niezwykłych postaci zapewnia nam towarzystwo przez niemal 900 stron i, muszę przyznać, sprawia wielką czytelniczą przyjemność. Z większością bohaterów nietrudno się zaprzyjaźnić, a co więcej, nawet przerażający, brutalny Regi posiada własny, niewytłumaczalny urok.
„ - Jak to
powiedziałeś? Nie ma co szlochać w poduszkę. Ale wcześniej bardzo mnie to
dręczyło – przyznał. – Szczególnie, kiedy ci przeklęci mnisi zamknęli mnie na
wyspie pełnej wariatów. A przynajmniej tak z początku o nich myślałem. Tylko,
że właśnie ci wariaci nauczyli mnie, że są rzeczy gorsze od padaczki.”
Szansa ucieczki z wyspy przychodzi nieoczekiwanie. I tu
zaczynają się przygody.
Z uwagą możemy śledzić osobiste porażki i radości bohaterów, mocniej zagłębić się w świetnie przedstawiony portret psychologiczny Losiana, towarzyszyć Simonowi w jego wewnętrznej przemianie. Pojawiają się nowe postaci, niektóre ważne, inne, mniej, niektóre lubimy, inne irytują niemiłosiernie. Mamy więc poruszoną kwestię żydowską, mamy chrześcijaństwo i wiarę w wielu odsłonach, mamy honor i żądzę władzy, przyjaźń, miłość, wszystkie aspekty życia, które istotne były kiedyś, są ważne teraz i będą aktualne dopóty, dopóki będzie istniał świat. A przede wszystkich Rebecca Gablé zabiera nas w podróż, podróż Losiana, podróż w głąb siebie. Fascynujące jest jego odkrywanie własnej tożsamości, poznawanie wydarzeń, w których kiedyś brał udział, odwiedzanie starych – nowych miejsc. Wszystkie doświadczenia mężczyzny stanowią dla nas, czytelników, przygodę, wywołują emocje i książkową radość tak dobrze nam znaną.
A jakby tego było mało, w tle ma miejsce wojna domowa, walki i polityczne intrygi, w których nasi bohaterowie zaczynają mieć czynny udział…
Z uwagą możemy śledzić osobiste porażki i radości bohaterów, mocniej zagłębić się w świetnie przedstawiony portret psychologiczny Losiana, towarzyszyć Simonowi w jego wewnętrznej przemianie. Pojawiają się nowe postaci, niektóre ważne, inne, mniej, niektóre lubimy, inne irytują niemiłosiernie. Mamy więc poruszoną kwestię żydowską, mamy chrześcijaństwo i wiarę w wielu odsłonach, mamy honor i żądzę władzy, przyjaźń, miłość, wszystkie aspekty życia, które istotne były kiedyś, są ważne teraz i będą aktualne dopóty, dopóki będzie istniał świat. A przede wszystkich Rebecca Gablé zabiera nas w podróż, podróż Losiana, podróż w głąb siebie. Fascynujące jest jego odkrywanie własnej tożsamości, poznawanie wydarzeń, w których kiedyś brał udział, odwiedzanie starych – nowych miejsc. Wszystkie doświadczenia mężczyzny stanowią dla nas, czytelników, przygodę, wywołują emocje i książkową radość tak dobrze nam znaną.
A jakby tego było mało, w tle ma miejsce wojna domowa, walki i polityczne intrygi, w których nasi bohaterowie zaczynają mieć czynny udział…
Rebecca Gablé bez wątpienia ma warsztat, warsztat całkiem
niezły, lecz niedoskonały. Ładnie zbudowane, pełne zdania czyta się lekko, ale
książka nie wciąga tak, jak się spodziewałam, ma też swoje nudniejsze momenty.
Nie porzucałam dla „Braci Hioba” moich codziennych obowiązków, ani nie
zarywałam nocy (jak to się czasami zdarza), czytałam w wolnych chwilach, rozdzielając
tę opasłą powieść na małe fragmenty, urywki, codzienne kawałeczki. Mimo tego, a
także mimo kilku irytujących mnie fragmentów (mało ich było, a mnie irytują
rzeczy, które z reguły innym nie przeszkadzają), czytałam „Braci Hioba” z
prawdziwą przyjemnością i sporym zainteresowaniem. Wiele wartości zawiera w sobie
ta książka, wiele pięknych ideałów, jest świetną lekturą dla miłośników
powieści historycznych, a przede wszystkim opowiada historię, obok której
niełatwo przejść obojętnie.
Rebecca Gablé, "Bracia Hioba", wyd. Esprit, 2013, tł. Paulina Filippi - Lechowska
Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Esprit!
Zaintrygowałaś mnie tym wężem w brzuchu. Chociaż 900 stron książki historycznej z nudniejszymi momentami to wyzwanie:)
OdpowiedzUsuńE tam, wyzwanie, książkę bardzo dobrze się czyta :)
UsuńPowieści historyczne - zdecydowanie jestem na tak;) Ale teraz potrzebuję lektury, która naprawdę przykuje moją uwagę i dla której będę zarywać noce. "Bracia Hioba" niestety na taką nie wyglądają.
OdpowiedzUsuńWiesz, to zależy, bo większość bloggerów było naprawdę zachwyconych. Ja miałam jakieś zawirowania w październiku, brak czasu na lekturę, musiałam czytać bardzo fragmentarycznie.
UsuńJa również przepadam za powieściami historycznymi. Także i tę mam już w planach, choć trochę mnie przeraża jej objętość...
OdpowiedzUsuńTak jak wyżej: nie ma się co bać, książkę bardzo dobrze się czyta :)
Usuńsuper blog ! obserwuje i zapraszam do obserwowania i komentowania mojego bloga :)
OdpowiedzUsuńhttp://xciamciaramcia.blogspot.com
A mnie totalnie zachwyciła i oczarowała ta powieść :)
OdpowiedzUsuńPamiętam Twoją recenzję, Marto :)
UsuńPrzeczytam kiedyś tę książkę. Udało Ci się mnie przekonać. :)
OdpowiedzUsuńWiesz, że ja też lubię powieści historyczne?
Mail będzie! Jutro. :)
Wiem, Aniu, i mam nadzieję, że Tobie też książka przypadnie do gustu.
UsuńA na maila czekam :)